YoonioR's Quake Page






Stories


Main Page | News | Mirrors | QuakeToys | Console | Servers
Players | Links | Help! | FAQ | Screenshots | Stories | Credits


Jak KraQsa mara senna zmogla.
KraQs




  Po kilku godzinach spedzonych na przemian nad gra w Kwaka i ustawianiem 
parametrow prowadzonego przez siebie serwera KraQs zapadl w niespokojny sen. 
Dlonie jego bezwladnie zsunely sie z pulpitu, zas glowa wsparta o dzialajacy 
wciaz monitor wydawala sie sama fosforyzowac jakims upiornym sinym blaskiem. 
Wladca VAVELu spal. Wtedy do jego kwatery wszedl niepozorny mlody czlowiek. 
"Hej! - zawolal od drzwi - mam juz prototyp mojego encefalowidu! Co, spisz?!
Ha, tym lepiej... Ciekawe, co powiesz, gdy rano pokaze ci twoje wlasne 
sny?..." Znajomy KraQsa zalozyl na glowe spiacego cos, co wygladalo na beret 
z przyczepionymi do niego walkami do wlosow, od ktorych odchodzily dziesiatki
drobnych kabelkow, te zas z kolei znikaly w niewielkiej skrzyneczce. Wynalazca 
podregulowal cos jeszcze, nastepnie w szczeline aparatu wsunal wyjeta z 
kieszeni kasete video8. Nastepnie uroczyscie, niemal rytualnie nacisnal 
czerwony guzik z napisem REC...

  ....%$$&#%@$#@$%!@%^%$&^*^%&$#%$@%#@#@#$@^ TUNED... ~-_-~-_-~-_-~ C1 OK...
C2 OK, C3 OK. _()**^^&*%$@^%&^)&)^&$%#$ ++++++ CONTROL SCREEN FOCUSED 
5 4 3 2 1 RECORDING! .*^&%&8y tunel? Gdzie gora, gdzie bok? Szajs, byl czlek 
nie ma czleka. I kto by pomyslal. Umarlem. Nie zyje. Szlag mnie trafil. Co 
jest grane? Gdzie mnie... O! Swiatlo! Glos! Nie rozumiem! Ze jak?! Potepiony?
Nie!!.... Znow spadam. Trzeba sie przyzwyczaic do tych cholernych zaswiatow. 
I to raczej ich mniej przyjemnej strony. Cos dlugo spadam. Ciekawe, jak 
daleko jest to pierniczone pieklo. Poczekam, poczekam. W koncu mam cala 
wiecznosc przed soba. Na razie nie jest najgorzej. Dobrze, ze juz zoladka nie
mam, pewnie podszedl by mi do gardla w tym locie. Ba, tylko skad gardlo 
potepiencowi!? Przynajmniej humoru nie stra... Lup!!!! Ocho, jestem!

  Duze pomieszczenie, szescienne o szarych scianach. Bez wyjscia. O, ktos tu 
jest.. Znam go!
- Czesc KraQs, wiedzialem, ze w koncu tu trafisz.
- Czesc Yoonior. Lebsko wygladasz w tym kwaczym srtoju.
- Popatrz lepiej na siebie!
- Emmmm......
- Mamy malo czasu. Sluchaj! W tym miejscu odbywaja wiekuista kare ci, ktorzy 
 za zycia zanadto przywiazali sie do wirtualngo bestialstwa Quake'a. Gramy tu
 za to na zywo. Na wiecznie zywo, rozumiesz!? Te nasze ciala nie sa 
 rzeczywiste, ale przez szatanska przemyslnosc sa odczuwane jako prawdziwe. O!
- Draniu, po cholere mnie bijesz?! Ja ci...
- Uspokoj sie! Dostajemy tu bron i walczymy. Fraglimit 15, timelimit 5. 
 Zwyciezca pauzuje kolejke. Po smierci odradzasz sie od razu.
- Nie taka smierc straszna jak ja maluja...
- Smierc nie. Ale umieranie... Tu umierasz w mekach na wieki. Kluty, rabany 
 rozszarpywany, palony... Wciaz umierasz i wciaz zyjesz.
- Umieranie bez smierci?... Nie!... Nie!!!
- Wygralem poprzednia runde, dlatego mam chwile wytchnienia. Musi byc 
 motywacja do walki, nie? A, jeszcze dwie rzeczy: uzywaja tu server modulow. 
 I uwazaj na diably. Oszukuja!

  GONG! DM4 - the bad place.
Yoonior entered the game.
Sniegowy entered the game.
KraQs entered the game.
Lucky Luke entered the game.
Crusader entered the game.
Tomi entered the game.
Gunstick entered the game.
Zly entered the game.

 Zaczelo sie! Ciezko tak bez rozgrzewki. Zolte kropki wokol... Do najblizszej
broni! Cyk, kropki zgasly. Giwera. Trach, potworny bol, juz nie, znowu zolte
kropki... Rakieta w plecy. Uwazac! Do tylu! W lewo pomostem! Nic. W dol,
przeskakujac krwawe ochlapy z drgajacymi wnetrznosciami. Nie patrzec! Robi sie
mdlo, to rozprasza! Agl! Uf, to byla tylko strzelba. Skok do tylu... Mam! 200
zbroi i rakietnica. Ryp, ryp... a co gosciu, lezysz?... Plecak? Same
dziadostwa. Teleport - troche rakiet, w prawo, w teleport w pra... Jest, bum
bum bum! Padl, teraz do plecaka. Nagly syk - aaaaa, pale sie! Zwrot, dwie
rakiety. Kurde, za blisko! Plecak - miodzio! Plomien pali mi twarz - gdzie
zdrowie? W dol i skret. Rakieta profilaktycznie... Nie ma nikogo. Apteczka,
druga, trzecia, rakiety, giwera. Sporo zbroi mi zjadlo... Z powrotem na gore,
rakieta - ha, ale go odrzucilo! Przezyl? Niech tam. Bzzzzz!... Warkot spawary
rozrywa mi bebenki, wypala oczy, nicuje mozg. Jeszcze rakieta. Jeszcze. Moze
zdaze. Och.

  Zyje. Trzy fragi, dwa razy umarlem! Zeby juz umrzec na dobre! Bo... Nie 
przechodzi mi to slowo przez gardlo. Nic dziwnego. Szatanie! Teraz lepiej, to
w koncu pieklo. Kurde znow sie zamyslilem. Ale mam miotacz i sporo amunicji. 
Kiedy? Zatluklem kogos? Zebralem plecak? Chyba sie rozgrzewam, wiekszosc idzie 
mi automatycznie. Puf! Hehehe, musial byc na wykonczeniu. Dobre sa te kwakowe 
buty, w ogole sie nie slizgaja. Przy tej ilosci krwi i posoki... Ryp! To bylo
pod nogi! Rzuca mnie o sufit. Zwrot w powietrzu, podpalam draba i do 
teleportu trach! Nawet nie poczulem - wzajemny telefrag. Niech zyje smierc 
natychmiastowa! Co za bzdury plote?...

  Znowu zyje... Ten na wprost tez. Trach! au! trach! au! na przemian. Jest!
Moje! Ba, mam 4 zycia. Malo - trzeba... Ach! Juz nie trzeba. Bieg... Juz jest
dobrze. Moge spokojnie myslec o czym innym. Aaaaaaaa! Chyba jednak niedobrze.
Bol staje sie jeszcze bardziej dojmujacy. W ferworze walki nie czuc go tak
mocno... Zlota plamka przed oczami. Drona! Zwrot - jest. Puf! Zestrzelona.
Druga! Puf! Pudlo Ach! Eksplozja rozorywa mi bok. Ne wytrzymam... Pyk! No. To
byl strzal milosierdzia. Dalej do walki... GONG! Koniec. Fragi, fragi! Ile?
Dziewiec? Malo!!! Colera jasna, malo!

  GONG! The Cistern. Nie ma Sniegowego (wygral sukinkot), doszedl Kender. 
Skok do wody, teraz na polke... Yesss, yesss, yesss. Pentagram i toster!!!
Do wody! A kilku myslalo tak jak ja... Za pozno kochanency. Pstryk! Czuje 
lekkie szarpniecie! Wokolo rozlatuja sie strzepy trzewi, platy miesni, odlamki
kosci. Discharge! I piec fragow na dzien dobry! Plecaki: raz, dwa trzy, 
cztery. Starczy, jest rakietnica. Wyplywam, profilaktyczna rakieta w przeswit
i do koryrarza! Drzwi! Otwieraja sie. Gluchy huk. Strzelam, trafiam. Znow ten
huk, wale o sciane. Ktos rzuca we mnie granaty. Ryp! Nie zaczynaj gosciu z 
666! O, jeszcze jeden! Rakieta z kontaktowej odleglosci! Ginie ale ja... 2 
zycia! Koniec protekcji!?! Wyjac z bolu dopadam apteczki. Nieco lepiej. 
Jeszcze jeden gostek... Cel, pal! Uskoczyc!!! Nie zdazylem. On tez. 1:1. 

 Fragi! Ile? 8. Polmetek, nastepny typ ma 3. Niezle. Jedna bron, druga, 
amunicja, stowa zdrowia... Gdzie oni sa do jasnej ciasnej?! Aaa! Zwrot, 
szybciej!!! Camper! Porcja gwodzdzi ci nie zaszkodzi. Najwyzej umrzesz. O 
wlasnie. Plecak. I do wody - pale sie. Co jest? A, OK. Nagle straszliwy skurcz
i cierpienie trwajace moment, ale wypelniajace soba odchlanie wszechswiata...
Ktos sie wyladowal do wody! Tam powinny byc plecaki. Szybko! Zdazylem! Hohoho
ile tego! Trzy! Same mile. Jest i rakietnica. Plum.... No chodz... Trach. 
Jestes martwy draniu! Przynajmniej na chwile... Biegne dalej rozdeptujac z 
plaskiem jakies oko. Moze to moje... Nie myslec!!! Dwu gosci dyskutuje 
strzelbami. Wiuuuu! Mialem mocniejsze argumenty. Na sadzie ostatecznym ich do
kupy nie pozbieraja. Najpierw musieliby ich ze scian skrobac pol ro... A ty 
tu czego?! Won! Krwista papka zaslania mi widok, dziewieciocalowy gwozdz 
przebija mi nerke - ktos sie czail! Odskoczyc!... Strzal!...  Dostal! I drugi
raz - ale nim ciepie. Zyje!? I swieci!? Kurcze, pentagram. Spitalam!

  I dalej i dalej... Znow w wodzie. Wychylam glowe kilka rakiet na polke. 
Tego gosc sie nie spodziewal. Licznik bije. Wyskakuje. Czyjs przepojony 
cierpieniem krzyk. I drugi, dziwnie znajomy. Moj? Tak, do wszystkich diablow,
oberwalem! Gdzie apteczki? Sa! Szybciej, szybciej... Korytarzem do broni, 
rakieta w dlugi tunel, skret w pra... GONG! Jakis jemiol wpadl na moja 
rakiete! Wygralem!

  Odpoczynek. Znowu jestem w pustym szarym pokoju. Wiec to juz tak - na 
zawsze? Rety, gdybym wiedzial, gdybym tylko wiedzial wczesniej. Ot tam 
obrazek, pare rozmazanych pikseli. Cisza - nigdy nie instalowalem dzwieku. A 
tu - wszystko. Widok nie razi - przywyklem. Ale te glosy. Jeki i furkot 
dartego ciala... I mdly zapach krwi, swad prochu i palonego miesa, skads 
zalatuje ozonem. Wszystko tak zgeszczone, ze i na jezyku czuc wstretny smak. 
I sprobuj, czlowieku, splunac, gdy gardlo pali suche z wysilku! Nie, to nie 
jest tak jak w grze! I ten wiecznie trawajacy bol... I te bryzgi zmiazdzonej 
materii sekunde temu jeszcze zywej chlastajace w twarz. Krew na ubraniu? 
Moja? Czyjas? Bez znaczenia. Pelne zbydlecenie. Jatka. Z biegnacego faceta
zostaje wzgorek dymiacych flakow. Albo poprzebijany gwozdziami czerep ze 
struzka krwi wokol ust i wytrzeszczonymi w niemym wrzasku oczyma. Ciagle, 
jednostajne umieranie. I tak juz odtad na zawsze, na zawsze... Nie! Nie
moge sie rozklejac! Caly sens tej walki jest w tych krotkich chwilach 
wytchnienia. Musze sie bic i zwyciezac! Jest jakas perwersyjna radosc, gdy 
swist gwozdzi, zamiast urwac sie brzekiem o kamien, konczy sie miekkim 
plaskiem. Gdy widzisz konwulsje na twarzy przeszywanego nimi wroga. 
Zwyrodnialec? Tu nie ma innych! Walka nie zna etyki. Trzeba... GONG! Juz?! 
Tak predko?...

  Wygral Crusader. A, niech mu tam. Level? Claustrophobopolis. Fuj, 
nienawidze go! Przejscie, w lewo, skok, jeszcze troche... Mam zolta zbroje
i giwere! Szukam celu... Bum - ach! Padlem! Rakieta z quadem, czy co do 
cholery?! Odrodzony. Biegne. Podloga takze. Podloga??? Pod nia czelusc. Lawa. 
Ach, dajcie mi chocby wrzatku dla ochlody! Potwornosc!... Juz po wszystkim.
Goni gosc z toporkiem. Cos dla mine! E, inny mnie ubiegl. Ryk rakiety za 
uchem. W tyl! Zwrot, odskoczyc! No, juz lepiej... A, granatnik. Milo, milo. 
Jak przez mgle migaja mi komunikaty: X rides Y's rocket, Z died, V turned 
into hot slag, SBot.Amazarak entered the game... Co?!? Francowaty diabel! Tak
nie wolno! Wieloglosowy wrzask narasta. Aaaachhhh... Dalej.. Nie!....

______ END OF TAPE - RECORDING FINISHED.



Text © Copyright 1997 KraQs
Page layout & design © Copyright 1996-1997 Piotr Marek, Jr.