WYCHOWANKOWIE PK


Jerzy Turbasa

Bractwo Kurkowe

a Politechnika Krakowska im. T. Kościuszki

 

 

        Strój polski był dziełem sarmatyzmu, tej ideologii herbowej szlachty, co to “na zagrodzie równa wojewodzie’’. Zmitologizowany światopogląd stawiał wszystkich w ramach stanu równymi wobec siebie, wyrównywał różnice etniczne, językowe, majątkowe i wyznaniowe. Przypominał o obowiązkach wobec ojczyzny – udziale w sejmikach, piastowaniu urzędów i uczestniczeniu w pospolitym ruszeniu. W czasach niewoli jego włożenie stawało się demonstracją patriotyzmu, bo kojarzył się z patriotycznym myśleniem, stając się symbolem. W jego skład wchodziły – żupan, kontusz z guzami, przepasany pasem bławatnym, spod którego wystawały rapcie utrzymujące karabelę. Na nogach safianowe buty z cholewkami, głowę wieńczył kołpak z pękiem piór drapieżnika, najczęściej czaplich, lecz nie strusich, bo te były przeznaczone niewiastom o... bardzo rozrywkowej profesji.
  
Krakowscy Bracia Kurkowi są ostatnimi, co kontusze zakładają, a czynią to w dniach świąt narodowych, kościelnych i swojego największego – intronizacji króla kurkowego. Zostali powołani już VIII wieków temu, by bronić murów i bram założonego na prawie magdeburskim grodu. Szkolili się w kunszcie strzeleckim na specjalnej strzelnicy, zwanej celestatem, która mieściła się za Bramą Mikołajską. W oktawę Bożego Ciała odbywało się uroczyste strzelanie do drewnianego kura. Najlepszy, co ostatni okruch kura zestrzelił, zostawał królem kurkowym. Na prawie ustanowionym przez króla Władysława IV najznakomitszy wśród znakomitych był uwalniany od ceł i myt wszelakich.

    Po utracie niepodległości, w 1794 roku Bractwo Kurkowe zostało rozwiązane, a reaktywowane w 1831 roku. Wówczas to znalazło swoją nową siedzibę w ruinach zamku królewskiego na Łobzowie, a swoje zmagania strzeleckie odbywało w sąsiadujących ogrodach. Dziś Pałac w Łobzowie jest siedzibą Politechniki Krakowskiej, a umieszczona tam brązowa tablica, którą wykonał brat kurkowy Czesław Dźwigaj, przypomina o tych faktach.

   Król kurkowy, kupiec Józef Louis ufundował bractwu ogrody na Wesołej, obecny teren Parku Strzeleckiego, o założeniu parku angielskiego, w których w 1837 roku zorganizowano strzelnicę. W okresie formowania się na Wyspach klubów towarzyskich, formował się podobny gromadzący najznakomitszych obywateli miasta Krakowa. Nieprzypadkowo też powstały budynek, zwany Celestatem, wzniesiono w stylu neogotyku angielskiego. Zapoczątkowana została piękna tradycja stawiania figur wybitnym postaciom. W rocznicę wiktorii wiedeńskiej wzniesiono, wg modelu W. Gadomskiego, pomniki – ostatniego króla kontuszowego Jana III Sobieskiego oraz legendarnego fundatora najcenniejszego insygnium władzy króla kurkowego – Srebrnego Kura – króla Zygmunta Augusta.
  
Władza ludowa zawiesiła Bractwo, jak wszystkie patriotyczne organizacje, na dokładkę fundując parkowi pomnik Lenina i Stalina, który jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął w bliżej nieznanych okolicznościach. Był to wyraźny sygnał i dobra wróżba dla wieloletnich starań doktora Wincentego Bogdanowskiego. Dzięki niemu Bractwo Kurkowe, po śmierci Wielkiego Językoznawcy, zostało w 1957 roku reaktywowane. Dopiero po 7 latach udało mu się doprowadzić do królewskiego strzelania, po którym jako ,,Odnowiciel” został po 25-letniej przerwie w panowaniu, kolejnym królem kurkowym. Te ogromne zasługi dla Bractwa, pełniąc funkcję jego prezesa, położył ojciec prof. Janusza Bagdanowskiego, wybitnego specjalisty w dziedzinach architektury krajobrazu, zieleni parkowej, architektury obronnej, od lat związanego z Wydziałem Architektury Politechniki Krakowskiej. Co tu ukrywać rodzinne skłonności – również jest bratem kurkowym. Wygłosił dla braci wiele wykładów, był także konsultantem przy opracowaniu projektu zagospodarowania Parku Strzeleckiego.
  
Od 1964 roku, odbywające się rokrocznie próby strzelania, sprawiły, iż w 1989 roku, w uznaniu swoich zasług dla bractwa, na zasadzie wyjątku, dopuszczony został jeden, który dotychczas nie pełnił funkcji marszałka. W ten sposób moja rodzina wkroczyła również do historii Krakowskiego Bractwa Kurkowego. Celne oko, a i Pan Bóg, który kule nosi, sprawili, że mój ojciec – Józef Turbasa przez rok nosił Srebrnego Kura jako 25. po wojnie król kurkowy. Jako królewski przydomek przyjął “Brzoza Sprawiedliwy”, wykorzystując swój konspiracyjny pseudonim z ugrupowania Żelbet. Były to znamienne dla Polski chwile, toteż i wpis do Księgi Królewskiej był wyjątkowy. “Działo się to w czasie, gdy Polak, Ojciec Święty Jan Paweł II stanowi najwyższy autorytet moralny dla świata, w wielce obiecującym 1989 roku, w szczególnej atmosferze międzynarodowej, gdy dopełnić się mają wielkie nadzieje Narodu, pojednanie i porozumienie; w roku Okrągłego Stołu, roku rejestracji «Solidarności» i rehabilitacji jej Przewodniczącego, który – oby Bóg dał – przyniesie odnowę moralną, społeczną, gospodarczą i polityczną Polaków”.
  
Zapewne na ten celny strzał mojego ojca wpływ niepośledniej wagi miał fakt, iż kunsztu strzeleckiego uczył się w kole myśliwskim przy Politechnice Krakowskiej. Dziś jest seniorem wśród politechnicznej myśliwskiej braci, a z fuzją chodzi nadal po lesie, jak 40 lat temu. A przecież, dodać muszę, w ubiegłym roku święcił piękną rocznicę 55 lat założonej przez siebie firmy – Artystycznej Pracowni Krawieckiej. Francuzi o takich mówią: ,,człowiek o 6 palcach u dłoni”. Swój dar wydobywania piękna człowieka realizuje poprzez zawsze bezbłędny krój – choć jak mówił nieżyjący już, znakomity chirurg prof. Miodoński: “Panu to dobrze. Pan się może w krojeniu pomylić...”.
  
Celny strzał sprawił, że w 1995 roku królem kurkowym został Ryszard, mój brat, również związany z PK. Tu przecież studiował na Wydziale Mechanicznym, na kierunku samochodowym, co sprawiło, iż otworzył własną renomowaną stację obsługi samochodów – wówczas serwis Polskiego Fiata – cieszącą się wśród klientów opinią bardzo fachowej. Jego kadencja obfitowała w liczne, specjalnie organizowane spotkania ze znakomitymi osobistościami, jak prezydenci: Lech Wałęsa, Jerzy Kaczorowski, George Bush. Przez wiele kadencji był członkiem Rady Starszych, a dziś wraz ojcem zasiada w Radzie Królewskiej Bractwa Kurkowego. Jest dalej związany z “polibudą”, od lat również jak ojciec, jako myśliwy Koła Łowieckiego “Ostoja”. Nie przez przypadek jako król przybrał przydomek “Łowiec”. Jak widać, strzelanie jednak na coś się przydaje...
  
Nie należę do koła myśliwskiego przy PK, więc nie wiem, dlaczego właśnie ja w 1999 roku ustrzeliłem tytuł króla kurkowego okręgu krakowskiego? Od reguły są, jak widać, wyjątki. Reprezentując krakowskie bractwo, brałem udział w strzelaniu o tytuł europejskiego króla kurkowego, w 2000 roku w Garel, w Niemczech. Niestety, bez większego sukcesu, za to w kontuszach zaprezentowaliśmy się znakomicie, wzbudzając autentyczny podziw.
  
Gdy biorąc udział w pielgrzymce bractwa, 17 listopada 1999 roku w czasie audiencji generalnej na placu św. Piotra w Rzymie, usłyszałem wypowiedziane przez Ojca Świętego słowa: “(...) abyście stare tradycje związane z waszym Bractwem rozwijali i przekazywali następnym pokoleniom”, wiedziałem, że jest to historyczne dla nas wskazanie, by służące Krakowowi Bractwo stało się depozytariuszem starych, polskich tradycji w nadchodzącym III tysiącleciu.
  
3 stycznia 2000 roku na Radzie Starszych zgłosiłem inicjatywę postawienia w roku jubileuszowym 2000 pomnika Jana Pawła II w Parku Strzeleckim i stanąłem na czele Komitetu Organizacyjnego. Zrodził się olbrzymi problem – pomnik Wielkiego Polaka nie mógł stać w tak zdegradowanym otoczeniu, miejscu, gdzie w sposób jawny relaksowali się amatorzy tanich win. Należało dokonać renowacji parku, przywrócić go okolicznym mieszkańcom, matkom spacerującym z dziećmi. Ogromne zadanie. Mając wsparcie takich autorytetów, jak: ks. inf. J. Bryła, prof. A. Dziatkowiak, prof. J. Bogdanowski, wykonałem projekt renowacji połowy parku, a także bezpośredniego otoczenia pomnika. Po przyznaniu ogromnej kwoty na ten cel przez rajców miasta, Bractwo Kurkowe zapomniało rajcom ten niecny uczynek, jakim niegdyś było zburzenie murów obronnych, odbierające przecież braciom sens egzystencji. Dopiero słowa Karola Wojtyły, wykute w afrykańskim granicie: “...Abyście stare tradycje związane z waszym Bractwem rozwijali i przekazywali następnym pokoleniom”, wyznaczyły nowe zadania.
  
Figura Ojca Świętego stanęła na półokrągłym placyku zieleni w towarzystwie wspomnianych już figur królewskich, na niewielkim wyniesieniu. W tle rośnie platan klonowy, drzewo nierozerwalnie związane z Rzymem, które jakby półtora wieku czekało tu na Biskupa Rzymu. Zaprojektowałem postać siedzącego papieża, tak jak to było pamiętnego 17 listopada. Moja koncepcja zakładała, by był to pomnik-przesłanie, pomnik wskazań skierowanych do nas. Stąd realistyczna głowa i gest ręki, dalej spływające w kierunku ludzi na czerwony granit szaty. Jak słowa. Brązowa postać pozbawiona została cokołu. Do samej figury można podejść po rozbiórkowej, porfirowej kostce z krakowskich ulic, po której, kto wie, może chodził metropolita krakowski...
  
Z koncepcją tą w pełni zgodził się znakomity rzeźbiarz prof. Cz. Dźwigaj i podjął się jej wykonania. Do 1 lipca wszystko było gotowe, a pomnik w pełni zrealizowany ze składek społeczeństwa Krakowa. Cały zespół pomnikowy został iluminowany. Park Strzelecki jako jedyny z krakowskich parków jest w nocy monitorowany; a po zmroku zamykany.
  
Z dumą mogę stwierdzić, iż jedna z numerowanych miniatur pomnika stoi na stoliku w korytarzu przy apartamencie Ojca Świętego w Pałacu Apostolskim, a inna znalazła swoje miejsce w krakowskiej Kurii Biskupiej na stoliku przed obrazem Pani Jasnogórskiej, tym ulubionym, przy którym codziennie modlił się Karol Wojtyła.
  
Projektowania uczyłem się przecież na Wydziale Architektury PK. Z wyróżnieniem obroniłem dyplom, który później został zakwalifikowany na ogólnopolski Konkurs im. M. Skripija w Warszawie na najlepszą pracę dyplomową w dziedzinie architektury i urbanistyki. Jury nie uwierzyło (1978 rok!), że student mógł zrealizować przedstawiony w pracy obiekt, nie posiadając uprawnień projektowych. Przez 8 bitych lat, będąc na etacie dydaktyczno-naukowym w Zakładzie Architektury Sportu i Rekreacji, kierowanym przez prof. A. Skoczka, sekretarzowałem Radzie Wydziału, byłem członkiem Komisji Rekrutacyjnej. Jednak ciągnęło wilka do Iasu i wybrałem modę... Może właśnie dlatego zacząłem te dywagacje od opisu stroju polskiego. W końcu projektowanie tak naprawdę jest jedno.
  
Niech klamrą zamykającą te rozważania nad związkami Bractwa Kurkowego i Politechniki Krakowskiej będzie fakt niezwykle doniosłej wagi, otóż Jego Magnificencja, rektor PK prof. K. Flaga jest również bratem kurkowym.

 


Właśnie ukazał się 53. numer KOMUNIKATU Stowarzyszenia Wychowanków Politechniki Krakowskiej. Czasopismo to ukazuje się od lat 60. raz do dwóch razy w roku, w zależności od natężenia wydarzeń w Stowarzyszeniu.

Na początku Komunikat miał skromną postać, przypominającą wydawnictwa stanu wojennego. A od 1995 roku przyjął formę typowego czasopisma, które na swej okładce prezentuje kolejne obiekty Politechniki Krakowskiej.

W KOMUNIKACIE zamieszczane są również ważne, aktualne wydarzenia z życia Politechniki, przybliżane są życiorysy wielkich profesorów, a także przytaczane wspomnienia z dawnych lat.

KOMUNIKAT rozsyłany jest do wszystkich aktywnych członków SW PK, podtrzymując ich więź z Alma Mater. Stanowi on – obok biuletynu studentów “PeKa” – uzupełnienie NASZEJ POLITECHNIKI – głównego czasopisma Uczelni.

Kolegium Redakcyjne