NASZA POLITECHNIKA


Eugeniusz Szumakowicz

CO TO ZNACZY "UNIWERSYTET TECHNICZNY" ?
NOWA FILOZOFIA EDUKACYJNA

    Swego czasu pojawiła się idea, a może tylko frazes - "uniwersytet techniczny". Podejrzewam, iż nie łatwo byłoby nieogólnikowo i nieretorycznie wyjaśnić, co znaczy ten termin. Oczywiście istnieje oficjalne kryterium ilościowe: za uniwersytet uznaje się uczelnię akademicką zatrudniającą na pierwszych pełnych etatach co najmniej sześćdziesięcioro profesorów tytularnych. Formalnie wynika z tego, że uczelnia techniczna spełniająca ten warunek jest po prostu uniwersytetem technicznym. I tak w Krakowie na przykład, podobnie jak w szkolnictwie średnim jest rozróżnienie na licea ogólnokształcące i licea techniczne, mamy trzy uniwersytety: jeden "ogólnokształcący" - UJ oraz dwa "uniwersytety techniczne": AGH i Politechnikę. Jednak bardziej wrażliwych intelektualnie ludzi takie dystynkcje, zwłaszcza w odniesieniu do wyższego szkolnictwa technicznego, nie usatysfakcjonują. Czuje się, że uniwersyteckość niesie w sobie coś więcej niż przekroczenie ilościowego progu zatrudnianych profesorów. Nie wystarczy również incydentalny sztafaż czy powierzchniowy blichtr, których to efektów trwałość jest ściśle uzależniona od koniunktur i wpływowych decydentów. Potrzeba czegoś więcej, czegoś głębszego i trwalszego, ale czego? Otóż poniżej daję efektywną i konstruktywną odpowiedź na tytułowe pytanie. Przedtem jednak proponuję coś w rodzaju diagnozy aktualnej sytuacji w "przemyśle" edukacyjnym. Rzucają się w oczy następujące zjawiska negatywne:

    Tymczasem edukacja w ogóle, a edukacja akademicka w szczególności to sprawa niezwykłej odpowiedzialności, daleko bardziej złożonej i, powiedziałbym, finezyjnej niż to wynika ze znanej sentencji: "Takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie.". Podstawowy lęk jaki z zasady i metodycznie powinien towarzyszyć każdemu "programatorowi" studiów wyższych (niższych zresztą też) to obawa, że się młode jeszcze chłonne umysły popsuje i zmarnuje nietrafną i niepotrzebną - przepełniającą pamięć (która przecież ma ograniczoną pojemność), wytracającą energię psychiczną i zabijającą autentyczne zainteresowania. Skutkiem błędów edukacyjnoprogramowych jest frustracja, rozczarowanie, pesymizm i totalne zniechęcenie młodych pokoleń i w ostatecznym rezultacie niski stan świadomości nie mniej ważnej podświadomości całego społeczeństwa.
    Negatywny wpływ ma rozdarcie między nastawieniem technicystycznym a humanistycznym. Fundamentalna animozja między formacją uniwersytecką a formacją politechniczną sprowadza się do konstatacji (rzadko może ze względów grzecznościowych wypowiadanej, niemniej mocno zakorzenionej w myśleniu), że oto na politechnikach kształci się technokratów i "śrubkarzy", zaś na uniwersytetach - pięknoduchów i "hobbystów". Innymi słowy, alternatywa rozłączna wykluczających się wartości, system albo - albo: albo coś "konkretnego", dzięki czemu można dobrze zarobić, albo coś, co rozwija umysł dla czysto intelektualnej przyjemności. Może ta opozycja w praktyce nie jest aż tak radykalna, jednakowoż w ogólnospołecznym odczuciu jest ona silnie usadowiona i, tym samym, rzutująca na mentalność i "segmentację" społeczeństwa.
    Czy tak być musi? Czy nie jest to anachronizm? Niedawno zapytawszy studentkę co studiuje otrzymałem odpowiedź: "Biotechnologię na UJ-ocie". A więc technologię - nie na AGH, nie na Politechnice, lecz na Uniwersytecie! Tyle zrobił Wydział Biologii i Nauki o Ziemi w kierunku "utechnicyzowania się". Zaś Wydział Chemii do tradycyjnego kierunku - chemii - dołączył wyraźnie technicyzującą ochronę środowiska jako drugi kierunek studiów na tym wydziale. Może są jeszcze inne przypadki przemian na Uniwersytecie wiodące w stronę wartości pragmatycznych, o których nie wiem?
    A co tymczasem dzieje się po drugiej, politechnicznej stronie? Może nadszedł czas, najwyższy czas na komplementarne kroki uczelni technicznej w stronę uniwersalizacji kształcenia?! Otóż w związku z powyższym, po dokładnym rozważeniu ryzyka, szans, zasobów i możliwości doszedłem do wniosku, że należy na Politechnice Krakowskiej otworzyć nowy kierunek studiów o nazwie, przynajmniej wstępnej lub roboczej: Wyższe Studia Humanistyczno-Techniczne, kierunek kształcący czy może raczej formujący umysły zarówno wszechstronnie i uniwersalnie, jak i pragmatycznie. Od razu możemy zauważyć, że istnieje poważna racja finansowo-ekonomiczna przemawiając za tego typu "hybrydyzacją" studiowania. Otóż minęły czasy beztroskiego, bezpłatnego studiowania przeróżnych rzeczy w różnych miejscach i na różnych etapach życia. Dzisiaj za wszystko trzeba płacić, trzeba się bardziej spieszyć i lepiej - wobec konkurencyjności życia społecznego - układać strategię rozwoju własnego umysłu i osobowości. Może zatem opłacałaby się taka kumulacja formacji politechnicznej i uniwersyteckiej w generalnie jednym miejscu i czasie studiów?!

Auguste Rodin - Myśliciel
Auguste Rodin - Myśliciel

    No dobrze, powie sceptyk, idea piękna, ale czy realna, czy nie jest to porywanie się z przysłowiową motyką na księżyc? Otóż jestem przekonany, że idea jest najzupełniej realna i wykonalna przy nieodzownym, jak zawsze gdy się tworzy coś nowego, entuzjazmie pracowników i konstruktywnym wsparciu władz uczelni. Oczywiście podstawowe znaczenie mają zasoby ludzkie. I tutaj w pierwszej kolejności należy wspomnieć krakowski Wydział Architektury. Wciąż żywo mam w pamięci słowa profesora Tomasza Mańkowskiego (autora nowej siedziby Radia Kraków-Małopolska) wypowiedziane przy jakiejś okazji, że "nasz wydział jest przecież wydziałem par excellence uniwersyteckim usytuowanym na Politechnice". Faktycznie, jest to chyba najbardziej artystyczno-humanistyczny wydział architektury w Polsce i równie dobrze pasowałby do Akademii Sztuk Pięknych czy Uniwersytetu. Tymczasem jest ona bazą humanistyczną Politechniki Krakowskiej. Ale nie tylko on. Humanistykę i nauki społeczno-ekonomiczne na naszej uczelni reprezentuje Instytut Ekonomii, Socjologii i Filozofii (dawniej międzywydziałowy, obecnie w ramach Wydziału Fizyki Technicznej i Modelowania Komputerowego). Właśnie w tym instytucie sytuowałoby się w naturalny sposób jądro organizacyjne nowego kierunku. Ośrodkiem o podobnej orientacji edukacyjnej jest Uczelniane Centrum Psychologii i Pedagogiki - nadające absolwentom swoich kursów uprawnienia nauczycielskie. Drugi człon jest jednak technologiczny, a zatem niezbędna byłaby wszechstronna i harmonijna współpraca z wieloma jednostkami naukowo-dydaktycznymi całej uczelni. Moje dwudziestoletnie doświadczenie pracy humanisty na Politechnice Krakowskiej przekonało mnie, że na tej technicznej z nazwy uczelni jest wielu ludzi, którzy potrafiliby zainteresować wielu studentów uniwersyteckiego typu. Nie sposób ich tutaj wszystkich wymienić. Wspomnę może jedynie o przypadku poniekąd pilotażowym - profesorze Wiktorze Zinie wykładającym historię sztuki i architektury zainteresowanym studentom wszystkich wydziałów.
    Czas odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czego by nauczano na takiej "technohumanistyce" - jak by można kolokwialnie nazwać projektowany kierunek integralnych studiów humanistyczno-technicznych? Rozważmy następującą listę przedmiotów:




    Nie jest to lista doskonała ani ostateczna, ale też nie jest to kolekcja przedmiotów wzięta "z sufitu". Ma ona ewidentne pokrycie w potencjale intelektualnym pracowników Politechniki Krakowskiej. Jestem przekonany, że zawarta w niej oferta edukacyjna byłaby atrakcyjna dla młodych ludzi kończących licea i technika, którzy chcieliby połączyć uniwersyteckie horyzonty myślowe z politechniczną konkretnością i efektywnością - połączyć w integralną, organiczną całość. Za prezentowanym projektem stoi określona filozofia edukacyjna, wedle której wobec kalejdoskopowej zmienności świata pracy decyzje specjalizacyjne należy zostawiać na późniejsze fazy rozwoju własnego - w imię elastyczności dostosowawczej do nieprzewidywalnych sytuacji i ofert. Na prawdopodobny zarzut ogólnikowości takiego wykształcenia odpowiadam pytaniem: A iluż to magistrów inżynierów pracuje, jeśli pracuje, niezgodnie ze swoją specjalnością czy nawet ogólnym kierunkiem wykształcenia? Są kierowcami, bibliotekarzami, pracownikami handlu, modelami i modelkami czy nawet dziennikarzami albo satyrykami (np. mgr inż. Jan Kaczmarek z wrocławskiej ELIT-y czy mgr inż. Tadeusz Drozda)! Myślę ponadto, że sfery menedżerskie oraz struktury administracji państwowej i samorządowej jakby czekają na absolwentów kierunku humanistyczno-technicznego Politechniki. Zresztą, wprowadzany ostatnio system punktowo-modułowo-kredytowy, jeśli nie ma być pustą literą, powinien ze swej istoty zapewniać studentom kierunku humanistyczno-technicznego adekwatne ścieżki specjalizacyjne, jeśli w pewnym momencie sobie tego zażyczą w wyniku nagłego przypływu zainteresowań i powołania zawodowego. Proponowany kierunek byłby zatem efektywnym testem europejskiego systemu punktowo-kredytowego.
    Na pewno nie zostało tu poruszonych wiele mniej lub bardziej ważnych i trudnych spraw związanych z zarysowanym projektem edukacyjnym. Autor będzie wdzięczny za wszelkie rady, sugestie i uwagi, również krytyczne na poruszony temat.
    Zakończę pół żartem, ale i pół serio: skoro na UJ-ocie można studiować biotechnologię, to dlaczego na PK nie można by studiować technohumanistykę?
   Może dopiero wtedy Politechnika stałaby się uniwersytetem technicznym w całej pełni i par excellence, a nie tylko statystycznie?


Dr hab. Eugeniusz Szumakowicz - Wydział Fizyki Technicznej i Modelowania Komputerowego PK